Odechciało mi się jakiejkolwiek Japonii. Nie chcę czuć zapachu kraju kwitnącej wiśni, jest zbyt wiele innych miejsc na liście życzeń, które póki co wyprzedzają go o wiele mil.
Niemców nie lubimy za przeszłość, perfekcyjność i ich silną, pewną siebie mentalność. Czesi wydają nam się śmieszni i raczej bezkonfliktowi, Włosi i południowcy są głośni i leniwi, Rosjanie ładni, bezpośredni i często uporczywi. Z Austriakami kojarzą nam się w zasadzie tylko góry, z Japończykami dokładność, zasady, których się nie łamie, trzymanie się kodeksu i reguł, tworzenie tablicy tego, czego nie można dużo częściej, niż praw upraszczających życie tam żyjącym. Oczywiście w wielkim uproszczeniu nota stereotypowa.
Nowy - dla nas - film uświadomił nam dziś, jakie piekło odbywa się w Japonii, a którego mało kto jest świadomy. Jak mało jeszcze się wie, jak mało się czyta i ogląda, jak bardzo jest się nieświadomym tego, co nas otacza. Konsumpcyjne bydło, które w większości robi tak, żeby po prostu było wygodnie. Ubrać się i być szczęśliwym, zjeść i być szczęśliwym, pomalować się i być szczęśliwym. Ale analiza tego, skąd mamy nasze dobra, jak wygląda cała produkcja tego, co trzymamy w rękach czy co smakujemy, mało nas interesuje. Bo czemu. Mi jest dobrze tak jak jest, a sam całego świata nie naprawię. No tak, bo Ci, których nazwiska pamiętamy, zasłużeni, których wspominamy, działali w jebitnych grupach paromilionowych głów.
piątek, 16 listopada 2012
środa, 7 listopada 2012
wtorek, 6 listopada 2012
codziennie
Praca nad magisterką zaczyna nabierać rumieńców, choć spoglądanie na kalendarz przyprawia mnie o dreszcze. Dni zapierdzielają w zastraszającym tempie, chwilę temu śmialiśmy się, planując dwa kwartały przed Sylwestra. A tu za miesiąc mikołajki.
Wszystkich Świętych minęło jak zwykły dzień, choć chwilę wcześniej zastanawiałam się, czy ten rok - inny niż dotychczasowe - nie będzie zbyt trudny. Kolejny dowód na to, że niektóre komunikaty po prostu nie dochodzą.
Coraz bardziej doceniamy dzielnicę Muchobór Wielki i z zaskoczeniem małym dochodzi do nas, że to właśnie nasze miejsce. Zacna okolica, Gines nawiązał nowe znajomości, ja śledzę mimowolnie cząstkowe relacje rodzinne miłej dziewczyny z warzywniaka, a dwa sklepy dalej pracuje babka, od której pięć lat temu wynajmowaliśmy kawalerkę. Świat jest mały, choć wciąż zbyt wielki, by spotkać spacerującego po ulicy Piotra Barona. ;)
Wszystkich Świętych minęło jak zwykły dzień, choć chwilę wcześniej zastanawiałam się, czy ten rok - inny niż dotychczasowe - nie będzie zbyt trudny. Kolejny dowód na to, że niektóre komunikaty po prostu nie dochodzą.
Coraz bardziej doceniamy dzielnicę Muchobór Wielki i z zaskoczeniem małym dochodzi do nas, że to właśnie nasze miejsce. Zacna okolica, Gines nawiązał nowe znajomości, ja śledzę mimowolnie cząstkowe relacje rodzinne miłej dziewczyny z warzywniaka, a dwa sklepy dalej pracuje babka, od której pięć lat temu wynajmowaliśmy kawalerkę. Świat jest mały, choć wciąż zbyt wielki, by spotkać spacerującego po ulicy Piotra Barona. ;)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)