Praca nad magisterką zaczyna nabierać rumieńców, choć spoglądanie na kalendarz przyprawia mnie o dreszcze. Dni zapierdzielają w zastraszającym tempie, chwilę temu śmialiśmy się, planując dwa kwartały przed Sylwestra. A tu za miesiąc mikołajki.
Wszystkich Świętych minęło jak zwykły dzień, choć chwilę wcześniej zastanawiałam się, czy ten rok - inny niż dotychczasowe - nie będzie zbyt trudny. Kolejny dowód na to, że niektóre komunikaty po prostu nie dochodzą.
Coraz bardziej doceniamy dzielnicę Muchobór Wielki i z zaskoczeniem małym dochodzi do nas, że to właśnie nasze miejsce. Zacna okolica, Gines nawiązał nowe znajomości, ja śledzę mimowolnie cząstkowe relacje rodzinne miłej dziewczyny z warzywniaka, a dwa sklepy dalej pracuje babka, od której pięć lat temu wynajmowaliśmy kawalerkę. Świat jest mały, choć wciąż zbyt wielki, by spotkać spacerującego po ulicy Piotra Barona. ;)
chyba Schetynę.
OdpowiedzUsuńTyle razy spacerowałam po Wojszycach, że On musi mnie unikać...
OdpowiedzUsuń